Nowoczesne muzeum

Istnieje w ogóle coś takiego? Jeśli muzeum kojarzy wam się raczej z zakurzonymi gablotkami i szuraniem przymusowymi kapciami, aby przypadkiem nie zniszczyć jakże cennej podłogi, to... chyba dawno nie byliście w muzeum :) Rzeczywiście, jeszcze kilkanaście lat temu mniej więcej tak to wyglądało, zaś głównym źródłem informacji (lub raczej dezinformacji, a już na pewno dezaprobaty dla motłochu, co to się po muzeum pląta i trzeba go pilnować, bo pewnie coś ukradnie), była sroga i nieprzystępna Pani Przewodnik z obowiązkowym koczkiem na głowie.

Na szczęście, tego typu obiekty przeszły już do historii, chociaż panie z koczkami wydawały się nieśmiertelne jak, nie przymierzając, Lenin. Podobno w jego mauzoleum wciąż takie panie chodzą, ale to dlatego, że podobnie, jak Wódz, są odpowiednio zabalsamowane.

Dzisiejsze muzea to miejsca, gdzie jest fajnie. Serio: fajnie. Zaskoczeni? Zaraz będzie ciekawiej: muzea to miejsca, gdzie, uwaga, MOŻNA DOTYKAĆ. Naprawdę. We współczesnym muzeum, poza oczywistymi ograniczeniami (na przykład nie wolno rozwijać z bandaży mumii), odwiedzający może sobie dokładnie obejrzeć, dotknąć, spróbować, a nawet wejść w interakcje z jakimś praprzodkiem. Teraz, dzięki nowoczesnym technologiom, możliwe jest nie tylko obejrzenie obiektu ze wszystkich stron, ale również... przeżycie przygody. I to wcale nie dlatego, że ktoś niechcący zatrzaśnie się w sarkofagu, ale dlatego, że muzeum zapewnia mu interaktywne przezywanie czasu. Teraz to muzeum reaguje na nas, wciągając nas do zwiedzania, tak, jak się wciąga do zabawy. To miejsce, gdzie chce się wracać nie tylko z szacunku dla przodków, ale dlatego, że tam jest po prostu ciekawie.

Współczesne muzea zdają sobie sprawę, że muszą konkurować o uwagę gości i że ta konkurencja jest bogata. Muszą zapewnić taką rozrywkę, żeby w przypadku wycieczki klasowej przebić nawet McDonalda (o którego wycieczka pewnie i tak zahaczy). A jak zrobić wrażenie na gimbazie? Opowiadając, jaki to wielki król sikał do srebrnego nocnika? Życzymy powodzenia. Znacznie łatwiej natomiast jest przykuć uwagę odbiorców, zwłaszcza młodych, za pomocą nowoczesnych urządzeń, takich, jak stoły interaktywne i galoty dotykowe. A dzięki zastosowaniu technologii multi-touch można mieć pewność że uda się uniknąć przepychanek i każdy, kto chce się dowiedzieć czegoś o rzeczonym nocniku (a może nawet o królu), będzie miał taką możliwość. A jak już się dowie, to wróci i opowie swoim znajomym i, niesłychana rzecz, młodzi ludzie, zupełnie dobrowolnie, pójdą sobie jeszcze raz odwiedzić takie fajne muzeum. Czary jakieś?